Jeśli chcemy w tekście zaznaczyć, że coś jest naprawdę ważne używamy kilku sposobów. Podkreślamy jakiś fragment, pogrubiamy istotne słowa, zaznaczamy frazę kolorem, używamy wykrzykników, piszemy na marginesie „ważne” itp. Wszystko, o czym mówił Jezus jest ważne, ale kiedy chciał szczególnie uwypuklić pewną rzecz, używał sformułowania „zaprawdę powiadam wam” (Mt 6,2). Ewangelista Jan, przed ważnymi wypowiedziami Jezusa, powtarza nawet słowo „zaprawdę” drugi raz – „zaprawdę, zaprawdę powiadam wam” (J 1,51). Język grecki używa w tych miejscach słowa „amen”. Język hebrajski zna jeszcze inny sposób, by zwrócić naszą uwagę na najistotniejsze rzeczy. Chcąc powiedzieć, że coś jest „naj, naj, naj!!!” powtarza tę rzecz drugi lub trzeci raz.
A teraz spójrzmy na werset Iz 6,3: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów!”. Widzieliście, żeby gdziekolwiek w Biblii było napisane „Bóg jest łaskawy, łaskawy, łaskawy”? Albo „Bóg jest miłością, miłością, miłością”? Ja też nie widziałem. To chyba znaczy, że świętość jest cechą Boga, która przenika wszystkie inne. Cechą, która jest „naj, naj, naj!!!” ze wszystkich, które możemy na podstawie Biblii wymienić. Jeśli tak jest w rzeczywistości, to musimy, musimy, musimy! zwrócić na tę cechę szczególną uwagę.
Problem w tym, że świętość jest chyba najtrudniejszą do wytłumaczenia cechą Boga. Nawet kiedy spotkamy słowo „świętość” w innych językach – holiness, Heiligkeit, sainteté, святість, utakatifu – i, używając translatora google, przetłumaczymy je na polski, ono dalej pozostanie dla nas obce. Na matematyce uczyłem się, że prosta to taka nieskończenie długa kreska. Wyobraźmy sobie (to nie będzie logiczne), że na jednym jej końcu (mówiłem, że to nie będzie logiczne) jest Święty Bóg, a na drugim grzeszny człowiek. Jak grzeszny człowiek, może mówić o czymś, co jest poza zasięgiem jego rozumienia, logiki, semantyki? Świętość odróżnia Boga od Jego stworzeń. Boża świętość to coś więcej, niż moralna doskonałość i bezgrzeszna natura. Świętość sprawia, że Bóg jest inny, diametralnie różny niż my, oddzielony od nas, od grzechu, od tego, co na świecie.
Nie rozumiemy świętości dlatego, że świętość to wymiar Boga, którego człowiek jest pozbawiony. W Świątyni Salomona, w miejscu najświętszym stały posągi dwóch cherubów (aniołów) z rozpostartymi skrzydłami. Izraelici uznawali te skrzydła za Tron Boga. Stąd w Ps 99 słowa: „Pan jest królem, drżą ludy, Siedzi na cherubach, ziemia się chwieje. Wielki jest Pan na Syjonie i wyniesiony nad wszystkie ludy. Niech wielbią imię twoje wielkie i straszne; On jest święty!”. Nawet w miejscu najświętszym Bóg był nieuchwytny w Jego świętości. A świętość ta wywoływała strach, drżenie, trzęsienie ziemi. Izajasz, kiedy usłyszał trzykrotne „święty” powiedział: „Biada mi! Zginąłem”. Nie tylko nie rozumiemy świętości, nie tylko nie posiadamy tej cechy, ale także możemy od niej zginąć.
Uwaga, a teraz najdziwniejsze. Bóg mówi „Świętymi bądźcie, bom Ja jest święty, Pan, Bóg wasz” (3 Mż 19,2b). Powtarza to nawet kilkakrotnie w całej Biblii. Bóg wyznacza nam zadanie. Tylko czy to aby nie jest zadanie podobne do przelewania sitkiem oceanu do naparstka? To jest nawet trudniejsze i bardziej absurdalne niż przelewanie sitkiem oceanu do naparstka.
Jan Paweł II, w latach 1978-2002, ogłosił świętymi 464 osoby, podczas gdy wszyscy jego poprzednicy, 263 papieży, ogłosili świętymi 296 osób (K. Karski, Symbolika). Szanuję to, jaką osobą był Karol Wojtyła. Nie zamierzam powiedzieć złego słowa na jego temat. Tak, jak nie chcę szkalować mojego sąsiada, pijaka, który przepił już prawie wszystko co miał, a jak wraca z nasiadówy, to ma problem z trafieniem do drzwi własnego domu. Ale czy kanonizowanie to sposób na to, aby ludzie mogli choć trochę zbliżyć się do świętości Boga? Czy to będzie ta sama świętość, jaką cechuje się Bóg? Przecież to nie szeregowy mianuje generała, a magister nie mianuje profesora. No cóż. Naparstek już pełny, sitko potargane, ale z oceanu nic nie ubyło…
Czy zatem jesteśmy w kropce? Nic nie możemy zrobić? Możemy. Sęk w tym, że kiedy chcemy coś zrobić, od razu myślimy: „moralność”. Tymczasem to, co zewnętrzne jest zawsze wtórne. Choćbyśmy byli bardziej usłużni niż Matka Terasa z Kalkuty, nie osiągniemy świętości. Bo świętość nie jest skutkiem, ale przyczyną. I to przyczyną, której sami nie możemy stworzyć. Tylko Bóg jest źródłem świętości. Wszystko inne może być nazwane świętym tylko przez związek z Nim. Izrael, kapłani, miejsca, czas, rzeczy były święte, bo Bóg je takimi nazwał. Dzisiaj także my możemy być świętymi, bo Bóg tego chce. Jak? Trzeba poprosić.
Boże, który siedzisz na cherubach, spraw, abym był święty w Twoich oczach. Tylko ty potrafisz zmierzyć nieskończoną prostą. Ty stworzyłeś naparstek, sitko i ocean. Tylko Ty, źródło prawdziwej świętości, możesz mnie uświęcić. Amen, amen, amen.
Machlon