czwartek, 14 kwietnia 2011
Teologia Bolka i Lolka: „Wierz, a nie mierz!”
wtorek, 5 kwietnia 2011
Teologia Bolka i Lolka: "...zbuduj sobie Arkę..."
poniedziałek, 21 marca 2011
Z cyklu: „Kroniki Przybytku” – „Test na ojcostwo”
środa, 16 marca 2011
Teologia Bolka i Lolka: „Efekt oj-oj” cz.3
czwartek, 10 marca 2011
Teologia Bolka i Lolka: „Efekt oj-oj” cz.2
wtorek, 8 marca 2011
Z cyklu: „Kroniki Przybytku” – „Ordo et pax”
P.S. Polecamy: Czerwone Maki na Monte Cassino
czwartek, 3 marca 2011
Teologia Bolka i Lolka: „Efekt oj-oj” cz.1
Efekt oj-oj (bo o nim mowa powyżej) dotyczyć może pieniędzy, czasu, wiedzy (szczególnie przed jej egzaminacyjną weryfikacją). Dotyczyć też może czegoś znacznie ważniejszego, czegoś, co zwykliśmy nazywać „relacją z Bogiem”. Zgodzicie się chyba, że efekt oj-oj jest w kwestii relacji z Bogiem nadzwyczaj niepożądany. Spójrzmy na kilka sytuacji.
środa, 2 marca 2011
Z cyklu: "Kroniki Przybytku"
R: Halo?
T: Servus. Kiedy będziesz w Wawie?
R: Nie wiem. Na razie mam robotę. Póki jest śnieg, to będę uczył. Zwłaszcza, że warszawskie ferie się zaczęły.
T: Jasne. Kasa się przyda. Będzie miał kto ciastka do kawy kupować… Ale też studia czekają.
R: No, no. Jak przyjadę to coś podziałam z tym moim niemieckim, egzegezą… Wiesz, nie można Bogu służyć i mamonie.
T: Co racja, to racja… To na razie.
R: Czjus.
24.02.2011, 20:05 – drugi tydzień semestru letniego
T: Halo?
R: Dobry. Ty, zeskanowałbyś mi podręcznik do niemieckiego i wysłał na mejla?
T: No. Co dokładnie?
R: To by był czapter funf i czapter zex.
T: Ehe.
R: Ist das klar?
T: Si.
01.03.2011, 7:00 – zwykły dzień semestru letniego
T: R, ałfsztejen (dźwigaj swój zacny kuper!)! Idziemy na modlitwę, a potem bierzemy się za egzegezę.
R: emm… mh.. ymhmm…
T: Słyszysz? Szkoda dnia. Poza tym, o 9 są zajęcia.
R: Nie idę, gardło mnie boli.
T: Co za lama…
01.03.2011, 21:00 – zwykły dzień semestru letniego c.d. – modlitwa w Przybytku (codziennie o 21:00)
R: Halo, wchodźcie, wchodźcie. Fajnie, że przyszliście.
T: Macie może jakieś szczególne prośby, dziękczynienia?
D: O Bogusia, żeby wyzdrowiał..
P: O kolosa z greki..
R: Żebym wszystko pozaliczał
T: …eee… módlmy się…
R: Panie Boże, …
Netbuk należący do R: „baza wirusów została zaktualizowana…”
Wszyscy w myślach: taa…
02.03.2011, 10:14 – jeszcze bardziej zwykły dzień semestru letniego
R: Na studiach można się strasznie rozleniwić, stracić formę, zyskać brzuch.
T: Ciężkie to życie intelektualistów…
R: Przy książkach się idzie tak zasiedzieć, w ogóle w mieście, w Wawie…
T: No, zwłaszcza, że Ty tu już siedzisz aż 38h. Całe szczęście, że od przybytku głowa nie boli.
R: Od naszego Przybytku może rozboleć. Jestem zmęczony, muszę się zdrzemnąć.
wtorek, 1 marca 2011
Fraszka: "Na fejsbuka"
Od rana w szwach trzeszczy główna tablica
To lubię, lubię to! powiadają znajomi
bardziej niż Ciebie twych wpisów łakomi
coś robił?, gdzieś była?, i z kim się zadawał?
czyś wolny?, zajęta?, swe zmysły postradał?
wolności wolność, ekshibicjonizmu skraje
wszystko wszystkim znane po najdalsze kraje…
Swe kontakty utrzymać – to główny argument
i naszych relacji upadku dokument
bo jak po Persji Grecja, a po Grecji i Rzym
tak po n-k fejs, a po nim inny weźmie prym
Lecz co też my, biedni, rzec o tem wszystkiem mamy?
Wszyscy konta mają – my nie zakładamy
Jeden tylko poświęcił cenne swoje życie
Gloria Ci Skrzacie, choć sczeźniesz w niebycie
A mnie? jaki los przeznaczon? cóż pozostaje?
Inny ja niż reszta, dobrze mi się zdaje?
Nad biurkiem mym spoczywa tablica korkowa
tam przypnę karteczkę: „mara społecznościowa”
poniedziałek, 28 lutego 2011
Złe dobrego początki.
Po namowach wielu znajomych (dokładnie dwóch znajomych), przeczytaniu wielu postów (dokładnie dwóch postów) „dyskutujących” o najlepszym serwisie do blogowania, ustaleniu adresu mailowego i adresu bloga (to dwie bardzo trudne do wymyślenia frazy), marząc o dwóch rzeczach – pieniądzach i sławie (zupełnie jak w przypadku twórców nk i fejsbuka) – jesteśmy, my dwaj, my niezwyciężeni, Bolek i Lolek polskiej teologii, Flip i Flap akademika, Robin i Hód Lasku Kabackiego etc. etc. i zachęcamy do lektury naszej „codzienności”.
Ostatni Przybytek Po Lewej to… No właśnie, co to takiego? Nawet gospodarzom trudno odpowiedzieć na to pytanie. Tym bardziej, że i wikipedia milczy w tym temacie. Na razie powiemy tylko, iż Ostatni Przybytek Po Lewej nie jest ani ostatni, ani nie znajduje się po lewej. Nie jest nawet Przybytkiem. To po prostu pokój nr 9, w którym dzieją się dziwne historie, dziwniejsze nawet od tych z serialu „Klan”.
Nasz blog jest tylko nieumiejętną próbą uchwycenia ducha zdarzeń mających miejsce w kilku metrach sześciennych eklezjalnej przestrzeni, dumnie nazwanych Przybytkiem i przelania go na papier. Będziemy wdzięczni niebiosom, jeśli znajdzie się chociaż jeden śmiałek (może być i śmiałkini), który odważy się towarzyszyć nam w tej mozolnej pielgrzymce. Czytajcie, komentujcie, radujcie się, rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną, piszcie. Oddajemy do waszej dyspozycji nasz adres mailowy: tymkoskrzat.szift.z.2.dzimeil.kom@gmail.com. Tymczasem żegnamy się z wami wersetem: „Liche to, liche! Mówi nabywca; lecz gdy odchodzi, chwali się.” (Przyp. Sal. 20,14). Mamy nadzieję, że i Wy ostatecznie docenicie nasze marne usiłowania.