Przed przeczytaniem poniższego tekstu posłuchajcie proszę piosenki zespołu Coma pt. „Daleka droga do domu” (http://www.youtube.com/watch?v=iotmSFexpUg) i zajrzyjcie do Ewangelii według Łukasza 8,22-25.
Daleka droga do domu jak brzmi tytuł piosenki zespołu Coma. Daleka droga do domu z, można by powiedzieć, nieprzewidywalną burzą. Ponadto test wiary, odwagi i walki z żywiołem.
Lawiny nieprzewidywalnych przykrych wydarzeń, powódź pojawiających się problemów i w końcu burza, jako finał i zakończenie tego z czym walczyliśmy. Tak można by scharakteryzować życie przeciętnego człowieka. Pod tymi metaforami kryje się głęboka prawda. Jak jest naprawdę wiemy już tylko my sami.
W stosunku między innymi do takich sytuacji Biblia proponuje pewną ciekawą historię o wyprawie, przygodzie. Historię, która, jak to bywa w przypadku prawdziwych przygód, posiada mrożącą krew w żyłach scenę. Posiada także szczęśliwy finał, cudowne rozwiązanie, które może mieć miejsce w życiu każdego człowieka.
Spokojne Jezioro Galilejskie. Zapowiada się piękna podróż. Do brzegu podchodzi Jezus z uczniami. Łódź przygotowana, tafla na jeziorze aż prosi się, by ją rozkołysać. Idealny czas żeby przeprawić się na drugą stronę. Jako główny gość do łajby wchodzi Jezus z Nazaretu. Syn Boży, Opoka, Fundament i Bezpieczeństwo. Za nim wchodzą uczniowie. Nic nie zapowiada tego, że pogoda się załamie.
Burza, która za chwilę przyjdzie zazwyczaj na tym jeziorze pojawia się z zaskoczenia. Ale spokojnie! W tamtym czasie, na terenie Galilei krążyły legendy o mocarzach i bogach, którzy gromili fale. W tradycji żydowskiej za takiego uważano Chrystusa. Jednak uczniowie tego nie wiedzieli, ponieważ po całej sytuacji, są zaskoczeni i zwyczajnie pytają o to, kim może być ten, który „ nawet wiatrom i wodzie rozkazuje i słuchają go”?
Kiedy burza nadchodzi Jezus śpi. Podejrzewam, że uczniowie próbowali się uspokoić. Lecz na nic zdały się ich wysiłki. Żywioł okazuje się tak mocny, że trzeba obudzić Mistrza. Tak też się dzieje. Uczniowie budzą żydowskiego mocarza, a ten, jak gdyby nigdy nic, głaszcze wręcz burzę po czole i usypia ją tak, jak przed chwilą sam spał. Cisza jest natychmiastowa, a uczniowie są zadziwieni mocą Pana Jezusa.
Tak można spojrzeć na tę historię trochę z innej perspektywy. Ale co nam to daje?
My dziś wiemy, że ten który uciszył burzę to sam Bóg. Wiemy też, że w pewien sposób Jezus przygotowywał uczniów do wydarzeń, „burz”, które mają nastąpić wkrótce. Być może przez to sprawdzał jak zachowają się uczniowie, którym wydawało się, że przez chwilę zostali sami. Wiemy też wiele innych rzeczy. Ale często sama wiedza nie wystarcza. To trochę jak z teologią. Można być mądrym teologiem, ale bez wiary sama wiedza zda się tylko na próżną chwałę człowieka. Lecz nie o tym traktuje ten tekst. Ten tekst, jak można się łatwo domyślić, traktuje o Prawdziwym Mocarzu, który jako jedyny może uciszyć ból i cierpienie. O Bogu, który jest obecny nawet wtedy, gdy życiowe strachy i niepewności wydają się szeptać nam, że śpi. Ale o Nim w części drugiej. Serdecznie zapraszam.
Kilion
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz