niedziela, 9 września 2012

Bóg biega nawet w deszczu


W relacji z Bogiem często mówi się o wytrwałości. Mamy być wytrwali w modlitwie, w „doświadczeniu”, w przestrzeganiu przykazań itp. Sam mam z wytrwałością piramidalny problem. Umówiliśmy się ze znajomym, że w każdy wtorkowy wieczór będziemy biegać. Niczego bardziej nie oczekuję, niż chmur i deszczu w każde wtorkowe popołudnie.

Ale czy myślimy czasem o Bożej wytrwałości? Nic mi tak nie imponuje, jak Boża wytrwałość. Spójrzmy na prehistorię (1 Mż 1-11). Bóg stwarza człowieka, człowiek okazuje się nieposłuszny (Adam i Ewa). Bóg dał człowiekowi ubranie, pozwolił mu mimo upadku panować nad ziemią, człowiek dopuszcza się bratobójstwa (Kain zabił Abla). Bóg zabezpieczył człowieka znakiem przed zemstą (Kain otrzymuje znak na czoło), człowiek popadł w moralne bagno zepsucia. Bóg okazał łaskę ratując od potopu (Noe), człowiek postanowił wybudować wieżę Babel. Ten schemat powtarza się do dzisiaj. Wygląda na to, że w relacji Bóg-człowiek to Jego wytrwałość jest bardziej znacząca. Od niej wszystko się zaczęło. Bez Bożej wytrwałości człowiek nie przetrwa…

Salomon, po wybudowaniu świątyni, podczas jej poświęcenia powiedział, że „ziściła się każda obietnica ze wszystkich Jego [Boga] dobrych obietnic, jakie dał przez Mojżesza, sługę swego” (1 Krl 8,56b). Sam doświadczam spełniania się dobrych, Bożych obietnic w moim życiu. Te obietnice spełniają się nie na zasadzie „uczciwej wymiany”, tzn. Bóg mi coś daje, bo jestem szykownym studentem teologii. On spełnia obietnice, ponieważ jest wytrwały w tym, co postanowił. Pracuje nade mną. Nie zniechęca się moim zachowaniem, nie wymawia się na niesprzyjające warunki. Postanowił mnie zbawić i wytrwale to postanowienie realizuje. I choćby nawet przyszło tysiąc atletów i zjadło tysiąc kotletów, Bóg nie zmieni swojego postanowienia.

Jestem rozpuszczonym bachorem. Potrzebuję wiele Bożej cierpliwości. A gdyby nie Jego wytrwałość, musiałbym obejść się smakiem, jeśli chodzi o zbawienie. Na szczęście Bóg biega nawet w deszczu. 

Machlon