Ściany Przybytku wielokrotnie słyszały takie pytania, jak: „Co myślisz o tym kazaniu?”, „Uważasz, że ona dobrze robi?”, Sądzisz, że on uczy zgodnie z Biblią?”. Ściany Przybytku słyszały też wielokrotnie słowa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą.” (Mt 7,1-2). Czy to oznacza, że nie można odpowiadać na wyżej zadane pytania?
Kilka wersetów po wspomnianym „Nie sądźcie...” znajdują się inne słowa: „Po owocach poznacie ich”. Jest to sposób na rozpoznanie fałszywych proroków zaproponowany przez Jezusa. Bardzo logiczny – złe drzewo nie może rodzić dobrych owoców. Ciężko przychodzi nam pisanie o tym, ponieważ mamy świadomość, że jesteśmy lichymi drzewami i wydajemy owoce, które ledwo nadają się na kompot z suszu. Jednak rzeczywistość jest nieugięta. Po owocach możecie nas poznać. Ale żeby poznać ludzi po owocach trzeba porównać, ocenić, może wyrazić opinię. I tutaj robi się niebezpiecznie. Bo coś, co miało ochraniać nas przed przyjmowaniem fałszywej nauki staje się uzasadnieniem naszego szufladkowania ludzi. Przechodzenie od owoców do drzewa przychodzi nam nadzwyczaj łatwo. Już nie chodzi o owoce, ale o pień. Zamiast oceniać wiarygodność, oceniamy wiarę. W grę wchodzą sympatie i antypatie.
I tak do kartonu z napisem „niewierzący” trafiają Ci, którzy nas nie lubią (tak naprawdę, to my nie lubimy ich), są z innego rejonu Polski, innego rodzaju pobożności. Lepiej wypadają tak zwani „neutralni” w pudełku „w porządku”. Z nimi mamy najmniejszy kontakt, nic złego nam nie zrobili, ogólnie są ok. Do sejfu (za 20 tys. zł) z elektronicznym zamkiem i etykietką „prawdziwie wierzący” trafiają ci, których lubimy, którzy są uprzejmi wobec nas. Na czele tej grupy stoimy oczywiście My! Do tego mamy kod elektronicznego zamka. Straszne, prawda? Ale jeszcze nie najstraszniejsze. Nie trudno wywnioskować, która grupa pójdzie, według naszego podziału, do nieba. Nigdy nie wypowiemy tego na głos. Jednak gdzieś w środku, może nawet podświadomie wysyłamy sejf do nieba, a karton i pudełko...
Zapomnij na chwilkę o tym wszystkim i przenieś się w inną rzeczywistość. Wyobraź sobie, że Bóg powierzył ci zaszczytną i odpowiedzialną funkcję. Nie byle jaką i nie byle kiedy. Masz być Sędzią na Sądzie Ostatecznym. Oczywiście z radością przyjmujesz posadę, przecież to niemałe wyróżnienie. Wszystko już jest gotowe. Wybudowano dla ciebie specjalną, przeszkloną, luksusową stróżówkę. Obok stróżówki wymurowano dwie bramki ze szlabanami. W jednej bramce umieszczono szlaban biały, otwierający drogę do nieba, w drugiej bramce umieszczono szlaban czarny, a bramka prowadzi do piekła.
Siadasz wygodnie w skórzanym fotelu. Przed sobą masz dwa przyciski podnoszące odpowiednie szlabany. Sądzeni ustawiają się w kolejce. Przyglądasz się uważnie każdemu, podnosisz odpowiedni szlaban, a ludzie posłusznie wchodzą w wyznaczone przejście. Zanim zdążyłeś osądzić piątą osobę, kolejka wydłużyła się poza horyzont. Nie można się zniechęcać, w końcu to całkiem wdzięczna i przyjemna robota. Po długim czasie pracy (sporo ludzi na ziemi żyło) ostatni człowiek przechodzi przez bramkę. Uff, praca skończona.
Powiemy wam, że osobiście oburzylibyśmy się, gdyby ktoś kazał nam się wcielić w rolę takiego Sędziego. Myślimy, że każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, ze nie jesteśmy zbyt kompetentni do tego rodzaju pracy. A jednak czasem łapiemy się na tym, że oceniamy, jakbyśmy byli wszystko wiedzącym, doskonale mądrym… Bogiem. Gdyby Bóg zaproponował nam taką posadę, to pewnie każdy z nas, z przesadną skromnością i pokorą, powiedziałby: „Nie, no ja? Taki nędzy człowiek, proch ziemi? Nie, tylko Ty, Boże, możesz być Sędzią”. Dlaczego więc czasem bezkarnie i bez skrupułów stawiamy się na miejscu tego Sędziego i oceniamy?
Pracę sędziego zakończyliśmy w chwili, kiedy ostatni człowiek przeszedł przez bramkę, ostatni człowiek został osądzony. Tylko czy ten człowiek był rzeczywiście ostatni? Nie… Został jeszcze jeden. Siedzi w specjalnej, przeszklonej, luksusowej stróżówce. Tak. Teraz musi wyjść, stanąć przed bramkami i czekać, aż podniesie się odpowiedni szlaban. „Albowiem jakim sądem sądził, takim i jego osądzą, i jaką miarą mierzył, taką i jemu odmierzą.” Cóż za dramatyczna i trzymająca w napięciu chwila…
Kiedyś na demotywatorach przeczytaliśmy pewne zdanie. Może wydawać się głupie, ale przypomina o pewnej bardzo ważnej rzeczy. Zdanie brzmiało: „Statystycznie 10/10 osób umiera”. To znaczy, że każdy z nas będzie osądzony. Czy wtedy nasza miara uniewinniłaby nas? Czy mielibyśmy szanse na łaskawy wyrok w naszym własnym sądzie? Chyba musielibyśmy przejść przez bramkę z czarnym szlabanem. Karton jest lżejszy niż drogi sejf. Gdyby nie to, co zrobił dla nas Jezus Chrystus nie bylibyśmy w stanie wynieść tego ciężkiego sejfu do nieba. Kiedy uświadomimy sobie jak bardzo wdzięczni powinniśmy, CHCEMY być Bogu, osądzanie wiary innych zostawimy temu, który sprawiedliwie sądzi.
dziekuję, daje do myślenia...
OdpowiedzUsuńA mnie się w temacie sądzenia cytat: „Przeto nie sądźcie przed czasem dopóki nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc; a wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga”. Zazwyczaj oceniając kogoś nie zdajemy sobie sprawy z aktualnej sytuacji osoby, nie znamy jego emocji, przeszłości, środowiska w którym żyje stosunków z innymi ludźmi, którzy wpływają na jego decyzję, itp. Gdybyśmy byli na miejscu tamtej osoby, przeżyli jej życie to wcale nie jest pewne, że zachowalibyśmy się lepiej.
OdpowiedzUsuń