piątek, 25 maja 2012

„Świeczka pod ko(r)cem”

Któż z nas nie słyszał sławnych Słów Ewangelii (Mt 5,14): „Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze”? Któż z nas nie słyszał Słów, w których Jezus mówi Sam o Sobie (J 8,12): „Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota”? Równania są proste, logika jasna: Jeżeli Jezus=światłość świata i My=światłość świata to My=Jezus! Cóż za pochlebstwo. Od kiedy przeczytaliśmy te Słowa chodzimy dumni i honorowi. Przecież to niemałe wyróżnienie. Jesteśmy jak Jezus. Taa… Guzik prawda! Jeśli myślimy, że wystarczy napisać na kartce kilka równań, żeby stać się jak Jezus, to grubo się mylimy. Spójrzmy na kolejne wersety Ewangelii według Mateusza. 

(Mt 5,15): „Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu”. To przecież oczywiste, prawda? Tylko co to jest ten korzec? Według wszelkich biblijnych przesłanek, korzec to wiadro (ok. 10 litrów), które służyło do odmierzania objętości ciał sypkich (pszenica, jęczmień…). Z tego wnioskujemy, że pojemnik ten musiał być szczelny (no tak, jak nasze dzisiejsze wiadro, co tu dużo tłumaczyć). Przykryta nim świeczka nie dawała kompletnie żadnego światła. Równie dobrze można zapalić lampę i przykryć ją kocem. Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Kiedyś na przedmiocie o wdzięcznej nazwie „przyroda” robiliśmy doświadczenie. Pani zapaliła świeczkę i przykryła ją słoikiem. Płomień świeczki stawał się coraz mniejszy, aż wreszcie świeczka zgasła zupełnie. Wszyscy uczniowie: „łaaaałłł, czary!”. Nie czary, tylko brak tlenu. Bez niego świeczka nie będzie płonąć. Wniosek z tego prosty. Świeczka pod korcem nie tylko nie daje światła, ale także prędzej czy później zgaśnie z powodu braku tlenu. Tymczasem… 

„…tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5,16)”. Yyhmm, tylko że zaczadzoną świeczką zbyt wiele nie naświecimy. Świeczka musi się palić, jej miejsce jest na świeczniku, tam, gdzie nie zabraknie jej tlenu. 

Teraz wróćmy do równań z pierwszego akapitu. Jezus jest światłością świata, bo wskazywał na Tego-Który-Go-Posłał. My możemy być światłością świata, jeśli będziemy wskazywać na Tego-Który-Wskazywał-Tego-Który-Posłał-Wskazującego (naczy Chrystusa). Takie wskazywanie nie jest wcale prostą robotą.

Po pierwsze trzeba mieć stały dostęp do Tlenu. Kiedyś oglądaliśmy bajkę pt. „Rumcajs” (a może „Przygody Rumcajsa”?). W jednym z odcinków tytułowy bohater gasił pożar, dmuchając na niego ile sił w płucach. Jego młodszy towarzysz, Cypisek, naganiał mu powietrze kapeluszem. Taka praktyka nic nam tu nie pomoże. Nie o taki tlen chodzi. Tlenem dla Jezusa był Ojciec. Jezus sporo się namodlił, żeby być właściwie dotlenionym. Przed nami trudne zadanie. Musimy zadbać o płomień naszej świeczki. „Czytaj Biblię, módl się co dzień, módl się co dzień, módl się co dzień” jak powiada znana szkółkowa pieśń.

Po drugie trzeba stać na świeczniku. To wyrażenie kojarzy nam się z nadmiernym udostępnianiem siebie. Wolimy sami decydować, komu udostępniamy nasze zdjęcia, posty, zainteresowania itp. Nie ma nic gorszego niż brak prywatności i wścibscy ludzie, którzy skomentują nasz najmniejszy ruch. Ale ludzie mają widzieć nasze dobre uczynki, żeby chwalić Ojca, który jest w niebie. Uczynki, nie piękne słowa. Działanie, nie ofertę reklamową. Sposób życia, nie hipokryzję. Dlatego, jeśli już przeczytaliśmy jakiś fragment Biblii, to go zastosujmy.

Ponoć ten, kto słucha słów i wykonuje je jest jak człowiek, który zbudował dom na skale. Taki dom się nie zawali. Stoi pewnie i niewzruszenie. Nie trzeba go ciągle poprawiać, podpierać i upiększać. Można za to wspólnie z innymi budować kolejny dom. A potem jeszcze jeden i jeszcze dwa. A jak już zbudujemy tych domów kilka, to powstanie miasto, miasto na wzgórzu, które nie może się ukryć. Jezus zbudował Nowe Jeruzalem. Raczej Mu nie dorównamy, ale chcemy być tak blisko Doskonałości (Chrystusa), jak tylko się da. W końcu jesteśmy światłością świata… 

5 komentarzy:

  1. O jaką znana szkółkową pieśń chodzi? Bo ja jej nie znam :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Tytuł chyba brzmi "Czytaj Biblię módl się co dzień".
    I tutaj jeszcze taki link :D. Zapalanie świeczek, a w tle ta piosenka. http://www.youtube.com/watch?v=UfwKn5TpdEM

    OdpowiedzUsuń
  3. A taka katolicka piosenka XD fajna, tak prościutka i wpadająca w ucho. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest dobro wspólne wszystkich chrześcijan..:)

    OdpowiedzUsuń
  5. I, jak widać, zrobił się blog ekumeniczny :D
    A.

    OdpowiedzUsuń