Gospodarze przechadzali się po gruzach Przybytku. Powywracane łóżka i biurka, połamane tablice korkowe, wybite okna. Oto co zostało z ich dawnej siedziby. Oczywiście spodziewali się tego wcześniej, choć nie przypuszczali, że zniszczenia będą tak ogromne. Nie mieli do nikogo żalu, wręcz przeciwnie. Cieszyli się z nowych, odrębnych dróg, które wybrali. Zburzenie Przybytku było naturalną konsekwencją upływającego czasu.
Przetrząsając gruzowisko natrafiali na świadectwa dawnego życia. Strzaskane głośniki komputerowe, z których często i obficie rozbrzmiewały chorały gregoriańskie. Kubki, ogrzewane nieskończoną ilością wypitych kaw. Zmiażdżone żarówki nocnych lampek, które oświetlały Przybytek podczas wieczornych modlitw. Przeszłość, dowody bezpowrotnie minionego czasu.
Podnosząc przewrócony regał zauważyli otwartą książkę pokrytą odłamkami klosza lampy sufitowej. Ostrożnie oczyścili strony z kawałków plastiku i przeczytali:
„Drugi List do Koryntian, rozdział piąty, wiersz pierwszy: Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny.”
Zza zwalistych chmur błysnął promyk słońca. Światło, rozproszone w zdobionych pajęczynowymi pęknięciami szybach, zatańczyło na niegdyś białych ścianach. Podeszli do okien i rozejrzeli się po stolicy. W oddali dostrzegli pracującego żurawia. Początkowo wydał im się zwykły, ot, obraz typowy dla Warszawy-W-Budowie. Ale dźwig pracował z uporem i nową siłą. Jakby nie zwracał uwagi na niepogodę. Wznosił nowe budowle – dwa przybytki. Tym razem osobne. Tym razem ze spiżu.
A co się stało z poprzednim?
OdpowiedzUsuń"Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe..."
OdpowiedzUsuń