Dwóch wspaniałych wybrało się na spacer. Zachęciła ich słoneczna pogoda i dodatnia temperatura (nie trzeba już ubierać kalesonów, jupi!). Przemierzając Park Krasińskich dotarli do małego skweru. Na środku stał wysoki, biały pomnik o bliżej nieokreślonym kształcie. Otaczał go chodnik z granitowej kostki i kilka ławek. Usiedli na jednej z nich, a pomnik zaczął ich interesować, przyciągał. Wreszcie podeszli i z kamiennej tablicy odczytali: „Monte Cassino”. To zaintrygowało ich jeszcze bardziej. W końcu nie każde kasyno ma swój pomnik, a w dodatku to kasyno zdawało się nosić nazwę bardzo popularnego deseru. Postanowili więc, że wrócą do Przybytku i poczytają nieco o zagadkowym monumencie.
Z pomocą przyszła wikipedia – królowa nauk. Okazało się, że Monte Cassino to nie żadne kasyno o nazwie Monte, tylko wzgórze we Włoszech nad doliną rzeki Liri, między Rzymem i Neapolem. Zastanawiająca jest historia tego miejsca. Od stycznia 1944 roku alianci próbowali zdobyć zajmowane przez Wehrmacht wzgórze. Ataki prowadzono w trzech fazach, ale wszystkie zakończyły się klęską. Dopiero czwarta faza zakończyła się sukcesem. Pewnie dlatego, że znaczącą rolę odegrał w nim II Korpus Polski pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Szacun.
Podczas pierwszego szturmu (Operacja Shingle) 255 bombowców zrzuciło na Monte Cassino 351 ton bomb, zamieniając znajdujący się na szczycie wzgórza klasztor benedyktynów w stos gruzów. Co ciekawe, marszałek polny Albert Kesselring (bawarski katolik), nie zezwolił na ufortyfikowanie tego miejsca, ponieważ byłoby to równoznaczne z wystawieniem klasztoru na zniszczenie. Alianci, przede wszystkim Amerykanie, wiedzieli, że w klasztorze nie stacjonowały niemieckie wojska, jednak zdecydowali o bombardowaniu obawiając się, że w trakcie bitwy sytuacja może się zmienić. Jak na złość, zniszczenie klasztoru tylko ułatwiło sytuację Niemcom. Ufortyfikowali się w rumowisku, które było doskonałym miejscem obrony – jego zdobycie kosztowało życie 30 tysięcy alianckich żołnierzy.
Historia niezwykle przejmująca, prawda? Na zakończenie dodamy tylko, że motto zakonu benedyktynów brzmi: Ordo et pax (Ład i pokój).
P.S. Polecamy: Czerwone Maki na Monte Cassino
Szturm na Monte Cassino przeszedł do historii polskiego wojska. Szkoda tylko, że była to operacja zupełnie nieistotna strategiczne... No ale trzeba tworzyć legendę i kolejną martyrologię.
OdpowiedzUsuńBtw. Gen. Anders był ewangelikiem. Co prawda reformowanym, ale jednak ;)
nie no taki ładny wpis ku pokrzepieniu serc i ducha a ten kaczor to zepsuł... zupełnie nieistotna...
OdpowiedzUsuńehhh...
jak kiedyś odwiedzę stolicę to muszę iść podumać przy tym pomniku...
Jesteście odlotowi jeszcze historie sobie powtórzę
OdpowiedzUsuńZdecydowanie wyciskająca łzy historia...
OdpowiedzUsuń... ciekawe jak to będzie za 70 lat pod pomnikiem katastrofy smoleńskiej. i czy wikipedia napisze prawdę ... czy będzie trzeba szukać na wikileaks