Na czym polega efekt jo-jo, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Powracające kilogramy kochanego ciała (które dopiero co straciliśmy zmuszając się do 10 brzuszków dziennie), wracająca w to samo miejsce wskazówka wagi łazienkowej (po tygodniu odmawiania sobie karmelowej milki) – koszmar. Blog nie należy jednak do kategorii „Zdrowie i uroda”, więc podejdziemy do tego zagadnienia alegorycznie. Chyba każdy przeżył frustrację związaną z „rzeczami”, które znienawidziliśmy, przezwyciężyliśmy, odrzuciliśmy, a które w chwili nieuwagi wracają do nas jak bumerang, uderzając w tył głowy (sytuacja rodem z kreskówek Looney Tunes). Dla przykładu: nałogi, złe przyzwyczajenia, błędy w komunikacji międzyludzkiej, niektóre grzechy.
Może jednak przeżyliśmy coś gorszego, bo odwrotnego. Chcieliśmy pewne „rzeczy” zatrzymać, zostawić na dłużej, ale one uciekły. Umknęły niczym woda przez palce. Woda, którą zaczerpnęliśmy z zimnego, górskiego strumienia w gorące popołudnie. Woda, która miała ugasić nasze pragnienie, a po której zostało nam tylko tęskne wspomnienie…
Efekt oj-oj (bo o nim mowa powyżej) dotyczyć może pieniędzy, czasu, wiedzy (szczególnie przed jej egzaminacyjną weryfikacją). Dotyczyć też może czegoś znacznie ważniejszego, czegoś, co zwykliśmy nazywać „relacją z Bogiem”. Zgodzicie się chyba, że efekt oj-oj jest w kwestii relacji z Bogiem nadzwyczaj niepożądany. Spójrzmy na kilka sytuacji.
„Oj, oj ja biedny… Gdyby egzamin na prawo jazdy był tydzień wcześniej, pewnie bym się tak nie denerwował i był pewien, że zdam – miałem lepszą relację z Bogiem.”
„Mam teraz słabszy tydzień w relacji z Bogiem, a muszę podjąć ważną decyzję. Czy wybiorę dobrze? Czy będzie to zgodne z „Bożą Wolą”? Czy będzie błogosławił mojej decyzji? Było tak dobrze, a teraz jest, że oj, oj…”
„Publiczne wystąpienie, kazanie, a ja się nawet nie pomodliłem. Pewnie nie zostanę zrozumiany, a starsze osoby nie podejdą i nie powiedzą: „Ale ksiądz dzisio fajnie mówił”. Oj, oj… jak bardzo chciałbym wrócić do relacji sprzed miesiąca…”
Czy sparaliżował Cię kiedyś podobny strach? Czy zwątpiłeś/aś w Bożą obecność i moc? Czy bałeś/aś się, że Bóg zrobi Ci na złość i „zemści się”? Jeśli odpowiedziałeś/aś twierdząco chociaż na jedno z tych pytań, zadaj sobie kolejne, retoryczne: Zawiódł Bóg, czy ja? Zmieniła się moja wiedza o Nim, czy mój sposób myślenia o Nim? Bóg mnie odrzucił, czy szatan chciał mi to wmówić?
Rozumiem, że tak jak my, nie chcesz przeżywać efektu oj-oj. Co zrobić, by się przed nim obronić? Czy to w ogóle możliwe? Więcej o tym już wkrótce. Zostańcie z Bogiem.
dobre, bardzo dobre :)
OdpowiedzUsuńpod wrażeniem. czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńNo no chcemy więcej
OdpowiedzUsuń